Zimowa wyprawa przez Mazury

Wróć

Rajd konny z Glaznot do Ściborek. 4 jeźdźców, 4 konie, 350 km, 10 dni.

Jesteśmy już w naszym lesie. Wróciliśmy z małej wielkiej wyprawy.

Chcielibyśmy napisać parę słów o naszej wycieczce 🙂 Wspomnieć ludzi i nazwy miejsc w których byliśmy. Zachęcić Was do przyjazdu na Mazury, nie tylko latem. Bo jest tu magicznie przez cały rok.

Pomysł dojechania na Biegun Zimna konno do Republiki Ściborskiej do Biegnącego Wilka powstał w styczniu 2019 roku, kiedy rankiem, wystawiając głowy z namiotu zobaczyliśmy konie Dariusza Morsztyna. Dla mnie był to pierwszy raz, kiedy nocowałam przy minusowych temperaturach poza budynkiem, bez źródła ogrzewania, bez ognia. Wcześniej wiele razy w Kolonia Mazurska Mierki, podczas budowy domu, potem w czasach kiedy jeszcze nie było prądu zdarzało się spać w temperaturach w okolicy +5 stopni, bez ogrzewania lecz zawsze chroniły grube drewniane ściany, które dawały poczucie bezpieczeństwa. Wyjście poza budynek na noc plus mróz wydawało się dla mnie jako osoby wychowanej w ogrzewanym miejskim bloku, nie do przejścia.

Potem było pytanie: Kto zechce pojechać z nami ? Które konie podejmą się tego wyzwania ?

I szybka myśl. Pewniak. Monika Żurawska i jej konie ze stajni Koń na biegunach w Glaznotach.

Ktoś musiał zająć się naszymi zwierzakami, które miały zostać w Kolonii Mazurskiej. Pojawili się wspaniali ludzie, podróżnicy Kasia & Víctor, którzy zwiedzili kawał świata i opowiadają cudnie o swoich przygodach 🙂

Rysując palcem po mapie drogę do celu naszej podróży, szukając zielonych leśnych wysp na mapie Mazur, okazało się, że to wspaniała okazja, żeby spełnić wcześniejsze marzenie o pokonaniu szlaku Hrabiny Marion Dönhoff

Hrabina Marion Dönhoff, przeciwniczka nazistów, opisała w książce „Nazwy, których nikt już nie wymienia” konną podróż z Olsztyna do Sztynortu, którą odbyła w 1941 roku. Hrabina i jej kuzynka przemieszczały się głównie leśnymi ścieżkami, nocując w leśniczówkach. W styczniu 1945 ta sama hrabina musiała uciekać na koniu ponad 1500 km przed Armią Czerwoną. Dziś Szlak Marion ma 243 km i biegnie z Olsztyna do Sztynortu przez tereny Lasów Państwowych w Olsztynie i Białymstoku, 11 nadleśnictw i 17 gmin. Na stronie Nadleśnictwo Spychowo, Lasy Państwowe znajdują się mapy i kontakty do miejsc, stajni, w których można się zatrzymać podczas podróży tym szlakiem.

Nadleśnictwo Spychowo, Lasy Państwowe bardzo pomogło nam w naszej podróży. Zostaliśmy wspaniale przyjęci i otrzymaliśmy wsparcie, które pchało nas do samego końca 🙂

Skontaktowaliśmy się z wybranymi stajniami i zamówiliśmy noclegi dla nas i dla naszych koni do Mikołajek. To była granica do której sięgała wyobraźnia o drodze, o ludziach, których już wcześniej poznaliśmy, o których wcześniej słyszeliśmy.

Szły cztery dzielne konie. Nasze wierne towarzyszki: Ikona, jej siostra Igraszka, Dama i Sekunda są w stałym treningu podczas cotygodniowych szkółek dla dzieci i młodzieży w Stajnia koń na biegunach Jeźdźcy: Danka i Piotr (dosiadamy rumaków, powiedzmy okazjonalnie 🙂 oraz Monika i Radek (okazji do jazdy szukają trochę częściej 🙂 szykowaliśmy się w okresie Świąt i Sylwestra do przygody. Czas spędziliśmy na codziennych 2-3 godzinnych wycieczkach wokół Glaznot. Pojechaliśmy konno na najlepszą saunę na Mazurach do Rumiana i na pyszne pączki do Starej Szkoły w  Wysokiej Wsi, pogalopowaliśmy po Wzgórzach Dylewskich.

Rajd rozpoczął się 5 grudnia. Wyruszyliśmy spod mostu w Glaznotach, gdzie znajduje się Stajnia koń na biegunach. To miejsce wyjątkowe, gdzie czas płynie nierozerwalnie ze wszystkim co związane jest ze zwierzętami i dziećmi. Podczas wakacji, ferii i cotygodniowych sobotnich szkółek, dom i namioty opanowują dzieciaki, które krzątają się przy koniach, poznają tajniki jeździectwa, dobrze się bawią i zawiązują przyjaźnie na wiele lat. W inne dni dom również jest pełen Gości bo kawa z cynamonem u Moniki i Radka smakuje najlepiej 🙂

Pierwszy odcinek do Modrego Ganka pokonaliśmy w zimowej scenerii, gubiąc się specjalnie, wiedząc, że może to ostatni śnieg na trasie bo jak wiadomo Wzgórza Dylewskie słyną ze specyficznego mikroklimatu a zima w tym roku niezbyt zimowa. Jechaliśmy wzdłuż tych strumieni, czuliśmy się jak w Bieszczadach, gdzie czasami jeździmy na rajdy konne. Jeśli góry na Mazurach to właśnie Dylewskie Wzgórza.

Dalej ruszyliśmy do domu czyli do Kolonii Mazurskiej Mierki. Trasą po starym nasypie, pośród pól i bagien. W nielicznych wioskach, dzieci przyklejały nosy do szyb a my machaliśmy do nich. W oknach pojawiały się uśmiechnięte kobiety a my śpiewaliśmy „Przybyli ułani …” W wąwozach wołaliśmy „Horpyno, oddaj Helenę” Pod wiejskimi sklepami pytaliśmy: „Którędy na Grunwald?” I o Helenę. Za każdym razem otrzymywaliśmy wyczerpujące odpowiedzi 🙂

Ścigaliśmy się z autami wzdłuż siódemki. Trasę szybkiego ruchu pokonaliśmy już nocą, przejściem podziemnym dla zwierząt. Czekało tam na nas stado łosi, podłączyły się do nas na długiego kłusa aż do najbliższej wioski. Pękła tego dnia pierwsza czterdziestka.

Następnego dnia objechaliśmy Jezioro Pluszne – ulubione, zajeżdżając do Leśniczówki nad brzegiem tego pięknego jeziora. Życzenia zdrowia dla naszych koni. Które tam usłyszeliśmy miały się spełniać do ostatniego dnia naszej podróży 🙂

Dalej duktami przepięknych Łańskich Lasów dołączyliśmy do Szlaku Marion.

Okazało się, że moje traperskie buty są niezbyt dobrze dobrane do strzemion i podczas wsiadania zawisłam głową w dół przy wodopoju. Już wtedy byłam pewna, że mam nad wyraz dojrzałego konia i przewodniczkę, która w razie niebezpieczeństwa pomoże mi wyjść z opresji. Monika rzuciła się na pomoc, wstrzymując konie i oswobodziła z uścisku strzemienia. Duch Marion przyłączył się do nas. Dotarliśmy do Bałd.

W Bałdach był kiedyś wielki majątek W Bałdach składano Biskupom hołd. Są Wrota Warmii i stacja badawcza Uniwersytetu Warmińskiego. Jest duże stado koni, które można oglądać z okien okrągłego budynku.

Odcinek do Saska był bardzo przyjemny. Ścieżką pośród pastwisk dotarliśmy do szlaku. Patrząc na mapę tych okolic widać wielkie zielone i niebieskie plamy, to wyspy jezior pomiędzy lasami. Galopowaliśmy piaszczystymi ścieżkami, które nie były już tak zmrożone jak wcześniej, podłoże było idealne dla końskich kopyt. Na trasie nie spotkaliśmy żywej duszy. Jechało nam się wygodnie, świetnie oznaczonym szlakiem hrabiny Marion. Szukaliśmy na drzewach wskazówek – pomarańczowe duże kropki na białym tle wyznaczały drogę, nie korzystaliśmy zbyt często z mapy.
Prosta droga wiedzie wzdłuż jeziora Dłużek z północy na południe, brzegi są wysokie i strome, ”Zachęcają do galopu 🙂
Jadąc do wsi Dłużek, na wysokości pola namiotowego zaczyna się ścieżka edukacyjna. Wzdłuż szlaku ustawionych jest kilkanaście tablic a każda tablica nawiązuje do innej opowieści. Jest tablica o hrabinie Marion, jest tablica o Melchiorze Wańkowiczu, jest o Smętku. Pogadaliśmy w Dłużku ze Smętkiem i powiedział, że odpuści ale nie ręczy za Kłobuka 😉

Ruszyliśmy dalej na Szuć i jeszcze dalej na Sasek do Stajni słynącej z rajdów. Dalej była już Puszcza Piska i Gospodarstwo Racibór. Dwa pokolenia leśników z dziada pradziada wyjechały nam na ratunek. Paulina zadęła w róg, dosiadła rumaka i doprowadziła nas nad sam brzeg jeziora Świętajno. Obok starej leśniczówki stoi chatka, bania – sauna, w której zasiedliśmy i rozkoszowaliśmy się ciepłem i pyszną nalewką. Cały wieczór opowiadaliśmy o tym co spotkało nas tego dnia. O tym, jak wyruszyliśmy po nocy spędzonej w Sasku na szlak. O tym jak ze śpiewem na ustach mknęliśmy wiele kilometrów przez lasy aby… wrócić po 2 godzinach w to samo miejsce…pod stajnię w Sasku. O tym jak spadło nam morale. O tym, czy to dobry pomysł był…Przez chwilę wyliśmy do księżyca a na koniec wskoczyliśmy do zimnego jeziora aby ochłonąć.

Spotkanie z Pauliną miało swój ciąg dalszy następnego dnia. Po królewsku zostaliśmy przyjęci przez leśników z Nadleśnictwa Spychowo. Paulina w drodze do pracy, rysowała strzałki na drogach, żebyśmy się nie pogubili 😉

Po przejściu przez Spychowo i selfie z Jurandem, poszliśmy na Gałkowo.

To malownicza wieś, w dużej części z drewnianą architekturą. Wyjątkowe miejsce dla koniarzy. Znajduje się tu Stadnina Koni Ferensteinów. Tam w wygodnych boksach schły i odpoczywały nasze zmoczone ulewą rumaki. Nasze przemoczone płaszcze schły razem z nami w restauracji Potocki Gałkowo. Tam rozkoszowaliśmy się pyszną kolacją, ciepłem z wielkiego kominka i biblioteką w salonie poświęconym Hrabinie Marion Donhoff.

Dworek Łowczego, niegdyś należał do rodziny Lehndorff, przeniesiony został do Gałkowa ze Sztynortu.

W IX -wiecznym budynku, przepięknie odrestaurowanym w 2007 roku, znajduje się restauracja. Na piętrze zostały zgromadzone pamiątki związane z niemiecką dziennikarką, redaktorką tygodnika „Die Zeit”. Salon jest miejscem spotkań, odczytów i dyskusji.

Odczytaliśmy, podyskutowaliśmy, zapadliśmy po ciężkim dniu w błogi sen.

Po śniadaniu, wyruszyliśmy w stronę Mikołajek, 30 km pokonaliśmy bardzo szybko, cały czas sprawdzając mapy żeby się już nie pogubić. Chcieliśmy zdążyć przed nocą i dłużej odpocząć. Pędziliśmy tym bardziej, wiedząc, że tam w Mikołajkach czekają już na nas Karolina z Markiem. Pędziliśmy do Przechowalni Marzeń 🏇🏇🏇

cdn.